Pomysł, który narodził się z obserwacji
Pomysł na to zadanie nie wziął się z planu ani z listy ćwiczeń. Przyszedł z obserwacji.
Na jednej z terapii pani pedagog zwróciła uwagę na coś bardzo ważnego. Zauważyła, że mój syn czyta i poprawnie dopasowuje podpisy do obrazków, mimo że u niej w gabinecie w ogóle się nie odzywa. To było dla mnie mocne i jednocześnie bardzo poruszające – bo pokazało, że język w nim jest, tylko droga do jego wyrażania wygląda inaczej. ( Dziękuję, Iza 😉 )
Zaczęłam się temu przyglądać także w domu. Zauważyłam, że mój syn nie lubi klasycznych zadań na kartce. Trudno zachęcić go do wykonania nawet jednej strony ćwiczeń. Natomiast zupełnie inaczej reaguje, kiedy może coś wziąć w rękę, przenieść, dopasować, ułożyć w odpowiednim miejscu.
Działanie jest dla niego dużo bardziej naturalne niż siedzenie nad kartką.
Co chciałam ćwiczyć dzięki temu zadaniu
Chciałam stworzyć coś, co pozwoli:
- poćwiczyć słówka i sprawdzić, czy pamięta nazwy znanych mu przedmiotów,
- ćwiczyć dzielenie wyrazów na sylaby,
- wesprzeć koordynację ręka–oko,
- a przy okazji popracować nad skupieniem uwagi – bez presji i bez mówienia.
Jak powstała kartonowa plansza do ćwiczeń
Zaczęłam szukać gotowych materiałów. Trafiłam na drewniane pomoce edukacyjne, bardzo ładne, ale też dość drogie. I wtedy pojawiła się myśl: przecież mam karton, mogę też przygotować obrazki oraz sylaby na komputerze. Mogę spróbować zrobić coś sama.
Wycięłam z kartonu dwa prostokąty. W jednym z nich przygotowałam okienka – miejsca na wkładanie kafelków. Osobno wycięłam małe kartoniki, na które przykleiłam obrazki i sylaby. Całość pomalowałam farbami: karton na spodzie na czarno, a karton na wierzchu – ramkę – na zielono. Następnie skleiłam oba kartony ze sobą, tak aby powstała tablica atrakcyjna wizualnie i zachęcająca do działania. To miała być niespodzianka – bez zapowiadania, bez tłumaczenia, po prostu nowa rzecz położona na stole.

Dopasowywanie obrazków i układanie sylab
Zadanie polega na dopasowaniu rysunków do zdjęć oraz na ułożeniu sylab tak, aby powstały nazwy przedmiotów. Wybrałam tylko takie słowa, które syn dobrze zna i lubi. Chodziło mi nie o naukę nowych pojęć, ale o sprawdzenie i wzmocnienie tego, co już ma.

Różne sposoby pracy z tą samą planszą
Z czasem zaczęłam wykorzystywać tę samą planszę na kilka różnych sposobów. Dzięki temu mogłam dopasować poziom trudności i ilość bodźców do aktualnych możliwości i nastroju mojego syna.
Wariant 1 – uporządkowane sylaby (wersja prostsza)
W tym wariancie w pierwszych dwóch kolumnach znajdują się już wszystkie obrazki. Sylaby są również włożone w odpowiednie rzędy, ale w przypadkowej kolejności. Zadaniem dziecka jest uporządkowanie sylab tak, aby powstały poprawne podpisy do obrazków.
To dobra wersja na początek – dziecko ma jasną strukturę, ograniczoną liczbę elementów i może skupić się głównie na analizie sylabowej bez dodatkowych rozpraszaczy.
Wariant 2 – forma gry i naprzemienności
W pierwszej kolumnie znajdują się włożone zdjęcia. Obrazki rysunkowe oraz sylaby leżą obok planszy, odwrócone obrazkiem lub napisem do dołu.
Losujemy i układamy obrazki naprzemiennie – raz ja, raz syn – traktując to jak prostą grę. Gdy wszystkie obrazki są już dopasowane, losujemy sylaby i wkładamy je w odpowiednie miejsca, aż stopniowo powstają całe wyrazy.
Ten wariant wprowadza element zabawy, naprzemienności i wspólnego działania, a jednocześnie nadal ćwiczy rozpoznawanie słów i sylab.

Wariant 3 – swobodne układanie z rozsypanych elementów
W tym wariancie w pierwszej kolumnie znajdują się już włożone zdjęcia, natomiast obrazki rysunkowe oraz sylaby są rozsypane luzem obok planszy.
Zadaniem dziecka jest samodzielne dopasowanie obrazków rysunkowych do zdjęć, a następnie dobranie i ułożenie sylab tak, aby powstały nazwy przedmiotów. Ten wariant daje większą swobodę działania i wymaga samodzielnego planowania kolejnych kroków.
W praktyce jednak okazało się, że dla mojego syna jest to wariant najtrudniejszy. Gdy wokół planszy znajduje się zbyt wiele rozsypanych elementów, łatwo się gubi i traci orientację w zadaniu. Nadmiar bodźców sprawia, że trudniej mu skupić uwagę i zdecydować, od czego zacząć.
Właśnie dlatego najczęściej sięgam po dwa pierwsze warianty – z większą strukturą i mniejszą liczbą elementów widocznych jednocześnie.
Podsumowanie wariantów
Ta sama plansza może być wykorzystywana na różne sposoby – od bardzo uporządkowanych i przewidywalnych, po bardziej swobodne i otwarte. Nie każdy wariant będzie odpowiedni dla każdego dziecka i nie na każdym etapie.
Dla mojego syna kluczowe okazały się jasna struktura, ograniczenie bodźców oraz możliwość działania bez presji mówienia. Dzięki temu może skupić się na tym, co potrafi – rozpoznawaniu słów, sylab i znaczeń – w bezpieczny i spokojny sposób.
Ten materiał nie jest uniwersalnym rozwiązaniem, ale pokazuje, jak wiele można dostosować, obserwując własne dziecko i reagując na jego realne potrzeby. Czasem mniej elementów i więcej porządku daje dużo lepszy efekt niż najbardziej rozbudowane pomoce.
Czasem wystarczy karton i uważność
To nie była zaplanowana terapia. To było ciche sprawdzenie: co on pamięta, co rozumie i jakim kanałem najchętniej pracuje. Okazało się, że taka forma – manipulowanie, dopasowywanie, układanie – jest dla niego znacznie łatwiejsza i spokojniejsza niż praca przy stoliku z kartką.
Dzielę się tym pomysłem, bo wiem, że wielu rodziców dzieci w spektrum mierzy się z podobnymi wyzwaniami. Czasem nie potrzeba gotowych zestawów ani idealnych pomocy. Czasem wystarczy karton, nożyczki i uważne spojrzenie na to, jak nasze dziecko naprawdę się uczy.
Nie wszystko da się zaplanować
Kiedy tworzyłam tę planszę, myślałam, że z czasem będę dorabiać kolejne słowa i obrazki, a potem je wymieniać. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała – mój syn nie chciał układać innych słów niż te pierwsze.
To pokazało mi, że nie zawsze nasze pomysły idą w tym kierunku, który sobie zaplanowaliśmy. I że to w porządku. Czasem największą wartością nie jest rozbudowywanie materiału, ale uważność na to, co dziecko jest gotowe przyjąć tu i teraz. Dlatego ta jedna plansza z pierwszymi słowami okazała się wystarczająca – i bardzo potrzebna.
Darmowe materiały z naszymi obrazkami do druku znajdziesz w zakładce Do pobrania.
Życzę dobrej zabawy!

Renia, dziękuję Wam za to, że stanęłyście na mojej drodze
(choć chyba już o tym mówiłam 😉).
Ogromnie cieszę się, że Synek i Ty idziecie w kierunku liter, sylab, wyrazów i zdań.
To ważna i piękna podróż.
Bo Słowo nie musi mieć brzmienia, tonu ani dźwięku.
Słowo powinno wypływać z serca — zapisane, wskazane czy pomyślane.
Słowo, a nawet pojedyncze zdanie, jest jak most łączący Syna z całym światem —
z ludźmi, miejscami, emocjami i możliwościami.
I to jest najważniejsze. 🩵
Dziękuję Iza z całego serca za te słowa i za towarzyszenie nam w tej drodze. To ogromnie ważne mieć obok kogoś, kto tak mądrze widzi dziecko i sens tej podróży. 🤍
Bardzo poruszające i piękne jest to, co pokazujesz. Bo w tym wszystkim najcenniejsze jest właśnie to, że każde dziecko ma swoją własną drogę i nie ma sensu jej porównywać ani na siłę przyspieszać. To są małe kroki, czasem ledwo widoczne, ale to one prowadzą do tego najważniejszego celu.
Ogromnie ważna jest ta gotowość, żeby powiedzieć sobie, to jest w porządku, że nie zrealizowałam całego planu. Może właśnie tak miało być. W spektrum uczymy się elastyczności, uważności i tego, żeby naprawdę słuchać dziecka, wsłuchiwać się w jego potrzeby tu i teraz.
Bo dziś jest tak a za chwilę może się okazać, że dziecko wejdzie na wyższy poziom, zrobi coś nowego, zaskoczy nas. I wtedy znowu modyfikujemy, weryfikujemy, wymyślamy kolejne rozwiązania. To ciągły proces.
Podziwiam Twoją pomysłowość, zawziętość i to, że się nie poddajesz. To, że masz odwagę realizować swoje pomysły, nawet jeśli nie wszystko wychodzi idealnie. Już sam pomysł i próba jego realizacji to ogromna wartość.
Dla innych rodziców czytających to może być bardzo ważny sygnał, że nie trzeba mieć gotowych odpowiedzi ani perfekcyjnych planów. Wystarczy uważność, serce, jeden krok do przodu. To już jest nadzieja. To już jest droga. Pozdrawiam Was❤️Wiola☺️
Wiolu, dziękuję Ci z całego serca za te słowa. Bardzo trafnie to ujęłaś — ta droga naprawdę uczy elastyczności i uważności na dziecko tu i teraz. Kiedy zaczynamy doceniać każdy, nawet najmniejszy postęp naszych dzieci, naturalnie przestajemy zamartwiać się przyszłością i skupiamy się na tym, co możemy zrobić dziś. Jeśli ten tekst daje komuś odrobinę spokoju albo nadziei, to znaczy, że było warto. 🤍